Rozrywkowe życie lat 90. – oto 3 zapomniane samochody sportowe

17 lutego 2021
Małe sportowe autka były uroczą niszą, która przepadła w starciu z SUV-ami. Oto przegląd najciekawszych modeli, które mogą być interesującymi youngtimerami.

Małe sportowe autka były uroczą niszą, która przepadła w starciu z SUV-ami. Oto przegląd najciekawszych modeli, które mogą być interesującymi youngtimerami.

Gdyby typowy szkolny łobuz z lat 90. przeniósł się w naszą rzeczywistość – pełną feministek, genderów i zakazu gry w piłkę na podwórkach – to z radości nie wiedziałby kogo tłuc najpierw.

A potem spojrzałby na ulice i mina by mu zrzedła. Bo współczesny krajobraz motoryzacyjny jest o wiele mniej różnorodny od tego sprzed przełomu wieków. Za to znacznie bardziej nudny.

Brakuje w nim choćby takich aut: zadziornie stylizowanych, choć umiarkowanie sportowych. Gadżeciarkich w charakterze, ale z rozsądnie skalkulowaną ceną i kosztami eksploatacji, które pozwalają zachować obie nerki.

Fiat Coupé

lata produkcji: 1993-2000

Fiat Coupe ma prawie wszystko – świetny styl i przyzwoite silniki. Niestety zabrakło tylnego napędu. Smuteczek.

Fiat Coupe jest jak pizza hawajska – trochę włoski, a trochę głupi. Ale smakuje wybornie! Choć zaprojektował go facet pozbawiony poczucia estetyki.

Chris Bangle – bo o nim mowa – to Amerykanin stojący m. in. za szkaradnym BMW serii 7 E65. Jednak pociągającą sylwetkę sportowego Fiata narysował na długo przed tym, nim stracił rozum i godność stylisty.

Efekt jego pracy robi wrażenie nawet 28 lat po premierze. Fiat Coupe przypomina kieszonkowe Ferrari, choć pod względem technicznym to zwykły samochód kompaktowy oparty o płytę podłogową Fiata Tipo.

Mamy tu przedni napęd i dychawiczny silnik 1.8 o mocy 131 KM. Jednak potem historia nabiera tempa – do gry wchodzą jednostki 2.0 generujące od skromnych 139 KM do całkiem konkretnych 220 KM.

Najlepsze w Fiacie Coupe jest to, że okazał się dresiarzo-odporny. Mimo przyzwoitej ceny i ponadprzeciętnej zwinności, patologia nie zauważyła istnienia tego auta.

Dlatego można go kupić bez obaw o utratę reputacji i cieszyć się najlepszymi cechami włoskiej motoryzacji. Byle szybko – ceny zadbanych egzemplarzy rosną.

Opel Tigra

lata produkcji: 1994-2000

Tigra jest niesamowita! Tak zgrabne autko powstało na bazie mdłej Corsy.

Schodzimy niżej, ale warto. Tigra to samochód o klasę mniejszy od Fiata Coupe. Sportowo stylizowany Opel powstał na bazie poczciwej Corsy, dzięki czemu jest lekki i zwinny oraz… zupełnie pozbawiony mocy.

Inżynierowie całkowicie olali osiągi, w efekcie czego pod maskę trafiły silniki o mocy od 90 do 106 KM (1.4 i 1.6). Dlatego fani dynamicznej jazdy nie mogli widzieć w Tigrze tańszej alternatywy dla Calibry. A szkoda.

Tigra była niezwykłym gadżetem, niepodobnym do żadnego innego pojazdu – przynajmniej do 1997 roku, kiedy to Ford zaprezentował Pumę, czyli małego kotka wyraźnie inspirowanego niemiecką konstrukcją.

Co ciekawe, nietypowy wygląd Opla nie był efektem wyrachowanego pomysłu stylistów, a jedynie pozostałością po niespełnionych marzeniach. Bo w pierwotnym zamyśle ten wóz miał być dwuosobowym roadsterem.

Jednak z czasem Opel zarzucił ten pomysł. Pospiesznie dokręcono jakiś dach, z tyłu zamontowano ławkę dla dwójki dzieci bez nóg, a skutkiem ubocznym tej transformacji okazał się nietypowy kształt tylnej szyby.

Jest tak ogromna, że w bagażniku można urządzić małą szklarnię. I chyba w tym kufrze zamknięto gościa odpowiedzialnego za rozwój linii modelowej, bo kolejna generacja Tigry (2004-2009) stała się karykaturą pierwotnych założeń.

Była niesamowicie brzydkim coupe-cabrio, które przepadło na rynku. Nic dziwnego – ten pomysł ewidentnie musiał być wynikiem udaru słonecznego.

CZYTAJ TEŻ: 71 000 zł dopłaty do diesla – cena ekologii w Hyundaiu Santa Fe

Hyundai Coupé

lata produkcji: 1996-2001

Czerwony jest szybszy, wiadomo. Ale w każdym lakierze Hyundai Coupe wygląda nieźle.

Tigra była przykładem niespełnionych marzeń o budowie małego kabrioletu. Z kolei Hyundai Coupe to efekt ambicji koreańskich inżynierów, którzy za wszelką cenę chcieli wreszcie zacząć projektować prawdziwe samochody.

Bo lata 90. to jeszcze czasy, w których Hyundai był synonimem tandety. Produkował wyroby samochodo-podobne, które kuły w oczy kiczowatym stylem i trzymały się drogi tylko na słowo honoru.

Jednak głębokie postanowienie poprawy zaowocowało zupełnie nowym samochodem o sportowym charakterze – przynajmniej dopóki koncentrujemy się na wyglądzie Hyundaia.

Bo technicznie nie ma szału. Przedni napęd i zakres mocy od 113 do 141 KM robią wrażenie tylko na kierowcach wózków widłowych. Jednak jako ciekawie stylizowany samochód na codzienne dojazdy, Coupe spisywało się całkiem nieźle.

Niestety wciąż było Hyundaiem, więc europejscy klienci podchodzili do niego z rezerwą. Co gorsza, w głowach Koreańczyków chęć poprawy walczyła ze złymi nawykami z przeszłości.

W efekcie wykorzystano lifting jako pretekst do powrotu na złą drogę i gruntownie oszpecono całe auto. Wersja po modernizacji wygląda znów jak dalekowschodnia tandeta (fot. poniżej).

Cóż, walka z nałogami nigdy nie była łatwa, a na efekty zawsze trzeba czekać.

⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️

JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ!
Najlepiej w social media 🙂

TwitterFacebookInstagram

 

Tego się nie da odzobaczyć 🙁