Nie ma ludzi brzydkich, są tylko biedni

11 sierpnia 2019
Stara prawda internetu głosi, że nie da się odzobaczyć tego, co raz się zobaczyło. A to niedobrze, ponieważ po złapaniu kontaktu wzrokowego z Bentleyem Bentayga przydałaby kąpiel oczu.

Gdyby brak gustu mógł przybrać kształt, wyglądałby jak Bentley Bentayga.

Doskonale wiem, że zaprojektowanie ładnego SUV-a to nie jest łatwa sztuka. Po prostu te olbrzymie nadwozia siłą rzeczy wyglądają niezbyt zgrabnie. Jednak większości producentów udaje się zaproponować przynajmniej coś znośnego. Jednak pomiędzy takimi autami ukryty jest drogowy potwór z Loch Ness – Bentley Bentayga.

W dawnych czasach producenci superluksusowych aut zarzekali się, że na pewno nie zrobią SUV-a. Po prostu w arystokratycznych kręgach podobne deklaracje były kiedyś w dobrym tonie. Z czasem okazało się, że miały moc obietnic wyborczych i dziś nikt już o nich nie pamięta. Przy czym nie jestem zwolennikiem nadmiernego krytykowania tego stanu rzeczy. Ostatecznie nasz klient – nasz pan, a niektóre z takich projektów – jak np. Lamborghini Urus – są naprawdę niezłe.

Szlachta nie pracuje

Niestety brytyjski producent aut dla arystokracji stworzył coś tak okropnie brzydkiego, że gdyby nie miało na sobie 7-cyfrowej metki, ludzie rzucaliby w to kamieniami. A tak to po prostu stoją onieśmieleni. Przypomina to sytuację znaną z pokazów mody: kreacje są tak absurdalnie dziwaczne, a mimo to publiczność z cmoka z uznaniem.

Przy czym nie chciałbym przesadnie krytykować stylistów Bentleya. Ja im po prostu współczuję. Bo zrobili ten samochód głównie z myślą o ludziach, którzy obwieszają się złotymi łańcuchami. Choć to brytyjska marka, jej główną grupą klientów nie są już arystokraci z wyrobionym gustem (z którego zresztą Brytyjczycy i tak nigdy nie słynęli).
Wozy te kupują przede wszystkim ludzie o mentalności nowobogackich Rosjan czy innych arabskich szejków. Nie mają więc być wysmakowane – bo tu w cenie jest ostentacyjny przepych.

Koszty społeczne

Teoretycznie nic mi do tego na co oligarchowie wydają miliony, na które i tak nie zapracowali. Jednak z punktu widzenia całego społeczeństwa sprawa ma fatalne skutki. Bo niestety w tym przypadku mamy do czynienia z prywatyzacją zysków i uspołecznianiem strat. Oni zaspokajają swą próżność, a my musimy na to patrzeć. Smuteczek.

P.S. Do powyższych refleksji doszedłem kilka dni temu, gdy miałem wątpliwą przyjemność stać w korku za Bentleyem Bentayga. Natomiast chcąc zilustrować te przemyślenia zdjęciami producenta zauważyłem, że Bentayga wygląda na nich… po prostu zwyczajnie. Ale nie dajcie się zwieść – w rzeczywistości jest szkaradna!