Nuda jest kontrrewolucyjna

1 sierpnia 2019
  • Mercedes-Benz C114 produkowany był w latach 1968 - 1977
  • auto zapoczątkowało linię coupe klasy wyższej producenta ze Stuttgartu
  • łącznie powstało ponad 67 tysięcy egzemplarzy dwudrzwiowej wersji

Powyższe hasło to jedna z wielu sentencji, które w 1968 roku wypisywała na paryskich murach zbuntowana młodzież. W tym samym czasie na niemieckie drogi wyjechał Mercedes C114, który zrywał z nudnym obliczem statecznego sedana.

Rok 1968 to czas rewolucyjnego wrzenia we wszystkich zakątkach świata. Najbardziej rozpoznawalnymi buntownikami z tamtych lat są z pewnością amerykańscy hippisi. Długie włosy, dalekie włóczęgi Volkswagenem ogórkiem (T1) i unosząca się nad tym wszystkim dyskretna woń marihuany – tak kontrkulturowy zryw pierwszego powojennego pokolenia zapamiętał świat.Jednak w każdym kraju kontrkultura przyjmowała nieco inne oblicze. Dowodził tego m. in. brytyjski historyk prof. Tony Judt:

„ (…) rewolucja w Niemczech oznaczała coś zupełnie innego. Nikt się nie bawił. Z punktu widzenia Anglika wszyscy wydawali się niesamowicie wprost poważni i niepokojąco zaabsorbowani seksem” (za: „Pensjonat pamięci”, wyd. Czarne).

Znak czasów

Słowa tego szanowanego naukowca dowodzą, że Mercedes C114 był nieodrodnym dzieckiem swojej epoki. Auto debiutowało pod koniec pamiętnego 1968 roku (rok po premierze odmiany czterodrzwiowej typoszeregu W114). Było oczywiście eleganckim wozem świetnie pasującym do szykownych garniturów poważnych nabywców. Jednak to przecież coupe – musiało więc mieć w sobie również odrobinę seksapilu. Co powodowało rumieńce przy oglądaniu dwudrzwiowego Mercedesa?

Zwykle w autach tego typu za robienie dobrego wrażenia odpowiada dynamiczna stylistyka, która zapowiada emocje czekające na kierowcę po przekręceniu kluczyka. Jednak linia C114 była niemal całkowicie pozbawiona takich smaczków. Mimo luzackiej otoczki coupe, to wciąż był poważny Mercedes. No, może poza jednym szczegółem, który sprawił, że w tym aucie można się było zakochać. Otóż nadwozie C114 zostało pozbawione słupka B. Ten zabieg spowodował, że po opuszczeniu przednich i tylnych szyb powstaje niczym niezakłócona pusta przestrzeń. Daje to obłędny efekt, od którego trudno oderwać wzrok. Nawet po ponad 50 latach od premiery. Zresztą, doskonale wiedzą o tym projektanci Mercedesa, którzy uczynili z tego rozwiązania znak rozpoznawczy odmian coupe kolejnych generacji klasy E.

Sześć cylindrów i tylny napęd

Zgodziliśmy się już z francuskimi buntownikami, którzy krzyczeli, że „nuda jest kontrrewolucyjna”. Jednak szlachetny i poważny Mercedes nie mógł być przecież rewolucjonistą – nawet w pamiętnym 1968 roku. Jednak równocześnie coupe tej marki nie mogło być przecież nudne. Tę pozorną sprzeczność pogodzono pod maską, montując tam sześciocylindrowe generatory frajdy. Z wersji czterodrzwiowej wykorzystano tu tylko gaźnikową sześciocylindrową jednostkę o oznaczeniu 250 (130 KM). Wyłącznie dla coupe zarezerwowano odmianę silnika M114 z elektronicznie sterowanym wtryskiem paliwa Bosch D-Jetronic (250 CE/150 KM). Ta wersja już w 1968 roku ocierała się o nieosiągalną dla szerokich mas, magiczną barierę 200 km/h prędkości maksymalnej. W 1972 wprowadzone jeszcze mocniejsze odmiany: 280 C (160 KM) oraz 280 CE (185 KM). Rok później samochód przeszedł lifting. Następca – model C123 – został zaprezentowany światu w marcu 1977 roku na salonie samochodowym w Genewie. Łącznie nabywców znalazło ponad 67 tys. egzemplarzy C114.