3 najbrzydsze auta 2020 roku (ładna pani to zmyłka)

7 kwietnia 2021
Wiadomo, że rok 2020 to ogólna masakra. Dlatego wybrałem kilka premier, które swoim poziomem wpisują się w klimat tej tragifarsy.

Wiadomo, że rok 2020 to była ogólna masakra. Dlatego wybrałem kilka premier, które swoim poziomem wpisują się w klimat tej tragifarsy.

Weszliśmy już w II kwartał 2021, więc wszyscy zdążyli ochłonąć po ubiegłorocznych dramatach. A że świąteczny nastrój sprzyja refleksji, postanowiłem najbrzydsze samochody pamiętnego A.D. 2020.

Zamknijcie oczy i zapraszam do lektury!

Volkswagen T-Roc Cabriolet

Z tej perspektywy widać wyraźnie, że strach patrzeć.

Pretensjonalny poza skalę tolerancji cywilizowanego człowieka. Taki właśnie jest T-Roc w wersji kabriolet. Co więcej – inny po prostu być nie mógł.

W końcu to połączenie dwóch nowobogackich fascynacji – schyłkowej i obecnej. Kiedyś samochody z otwartym nadwoziem stanowiły szczyt luksusu i lansu. Dziś nikt już o nich nie pamięta, bo każdy chce SUV-a. Więc Volkswagen postanowił połączyć oba trendy. Logiczne.

I zaprezentował samochód, który jako kabriolet jest okropnie brzydki, a jako SUV okropnie bez sensu. Co ciekawe, ten szalony pomysł nie jest autorskim dziełem Niemców. Wcześniej podobny manewr przeprowadzili już Japończycy (Murano) i Brytyjczycy (Evoque).

Ciekawostka – im też nie wyszło.

Ładny lakier i czarne felgi nieco ratują to jeżdżące bezguście.

T-Roc w wersji cabrio otwiera listę porażek, bo to dokładny odpowiednik roku 2020. Niczym o koronawirusie, dowiedzieliśmy się o nim już pod koniec 2019.

Jednak dopiero wiosną 2020 zaczął stanowić realne zagrożenie dla klientów odwiedzających salony Volkswagena. Na szczęście nie dla wszystkich klientów.

Rozprzestrzenianie się tego pato-auta nie było tak masowe jak epidemia. I np. na polski rynek T-Roc cabrio nie został wprowadzony. Za to w Niemczech ceny tego pokracznego wozu startują z poziomu 27 tys. euro (ok. 121 tys. zł).

CZYTAJ TEŻ: BMW M2 CS to prawdziwy Samochód Roku 2021

Suzuki Across

Podoba się? A wiecie, że za cenę tego wozu można kupić Audi Q3 Sportback i jeszcze zostanie na waciki?

Zacznijmy od tego, że już Toyota RAV 4 (na której bazuje Across) jest okazem totalnego bezguścia.

Across to w zasadzie jej wierna kopia, bo zmiany stylistyczne są tu kosmetyczne. Więc z punktu widzenia estetyki ten samochód był z góry skazany na porażkę.

A jednak projektantom Suzuki udała się niebywała sztuka – wprowadzili subtelne modyfikacje, dzięki którym Across jest jeszcze brzydszy od  pierwowzoru.

I gdy wydawało się, że gorzej już być nie może, do zabawy dołączyli księgowi. Aby mieć 100% pewności, że absolutnie nikt nie kupi SUV-a Suzuki postanowili doczepić mu metkę z ceną z kosmosu.

Nawet finezyjny kadr nie pomaga. A teraz pomyślcie jak Across wygląda w deszczowe popołudnie gdzieś pod Radomiem.

Across sprzedawany jest w jednej jedynej wersji. Oczywiście hybrydowej – silnik elektryczny połączony z benzynową jednostką o poj. 2,5 litra. Cena? 261 800 zł. Tak, napiszę to jeszcze raz: 261 800 zł!

Dla porównania Toyota w swoim RAV 4 pozwala na połączenie tej jednostki z każdą dostępną wersją wyposażenia.

Dzięki temu ceny pierwowzoru z analogicznym źródłem napędu (hybryda 2.5) zaczynają się od 152 900 zł, a kończą na 192 900 zł. Tak więc RAV 4 można kupić od 69 do 109 tys. (sic!) zł taniej.

Genialne posunięcie, chylę czoła. A teraz jedźcie do Tworek.

BMW serii 4

Oto główny problem BMW serii 4 – z żadnej strony nie wygląda dobrze.

Ktoś powiedział, że ten samochód wygląda jak królik uzależniony od heroiny. Trudno o lepsze podsumowanie antyestetycznej wpadki Bawarczyków. O gigantycznych nerkach napisano już wszystko, więc nie ma sensu drążyć.

Tym bardziej, że prawdziwy problem serii 4 leży gdzie indziej. Bo nawet wyłączając dziwaczny pas przedni (do którego w końcu przywykniemy) ten samochód wciąż pozostaje jednym z najbrzydszych aut mijającego roku.

Widać to szczególnie, gdy porównamy nową serię 4 do innych coupe z ostatnich lat.

Zaczynając od bezpośredniej konkurencji, a więc zgrabnej i proporcjonalnej klasy C, poprzez grającego w innej lidze fenomenalnie stylizowanego Lexusa LC, aż do starszego rodzeństwa – zjawiskowego BMW serii 8.

Nie ma sensu znęcać się nad przerośniętymi nerkami – one ratują skórę stylistów.

CZYTAJ TEŻ: To jakaś popierdółka, a nie Samochód Roku 2021!

Wszystkie te auta – choć biegunowo odmienne – łączy jedno: wysmakowany geniusz stylistów. I niestety, ale w tym gronie BMW serii 4 wygląda jak naćpany amfetaminą dres, który w wiedeńskiej filharmonii tańczy do IV symfonii d-moll Roberta Schumanna. Jest po prostu nie na miejscu.

Dlatego uważam, że zastosowanie tych przerysowanych nerek to – wbrew pozorom – genialny zabieg stylistów. Tylko w taki sposób mogli odwrócić uwagę od faktu, że za stylistykę tego auta odpowiadają niewidomi z zaawansowaną chorobą Parkinsona.

⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️

JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ!
Najlepiej w social media 🙂

TwitterFacebookInstagram