Aston Martin zalicza wpadkę, a wszyscy klaszczą

13 lutego 2020
Pływanie synchroniczne to fascynująca dyscyplina sportu. Jednak zawsze gdy je oglądam zastanawia mnie pewien szczegół: czy jeśli jeden z pływaków utonie, to reszta musi zrobić to samo? Pewne analogie wskazują na to, że owszem.

Luksusowy roadster to wabik na andżele typu 10/10. Tymczasem Aston Martin Vantage Roadster stawia na anonimowość. Czy oni mają rozum i godność człowieka?

Do takich odkrywczych wniosków doszedłem obserwując reakcje towarzyszące pierwszej zapowiedzi nowego Aston Martina Vantage Roadster. Bo przytłaczająca większość komentujących ekscytuje się faktem, że dach tego wozu składa się w rekordowe 6,7 s. I jakoś żaden z nich nie dostrzegł, że to dla Astona strzał w kolano. W końcu szybki dach w kabriolecie, to paradoks w stylu kobiety z ogromnym dekoltem krzyczącej: „oczy mam tutaj!”.

Bo ustalmy fakty – ktoś kto kupuje super-sportowego roadstera może mieć wiele pragnień. Ale z pewnością żadne z nich nie dotyczy chęci pozostania anonimowym uczestnikiem ruchu. Ba, wręcz przeciwnie! Stawiam duże pieniądze na to, że właściciele takich konstrukcji wkładają wiele wysiłku w to, by absolutnie żadna andżela 10/10 ich nie przeoczyła. Tymczasem otwieranie dachu – szczególnie w tak wspaniałym aucie jak Aston Martin – to spektakl. Dlatego powinien być jak orgazm – trwać jak najdłużej i sprawić, by po wszystkim nawet sąsiedzi wyszli na papierosa. A nie przemykać niezauważonym w 6,7 s…

Romans z Mercedesem-AMG

Zresztą, nawet pomijając przeciwskuteczność, na usta ciśnie się pytanie: co to w ogóle co to za informacja?! Ja rozumiem, że każdy chce się czymś ekscytować, więc od biedy może być nawet cokolwiek. No ale żeby zachwycać się taką błahostką jak rekordowo niski czas składania dachu? Naprawdę?

I to w samochodzie napędzanym podwójnie doładowanym silnikiem V8 o poj. 4 litrów i mocy 510 KM? Co zresztą oznacza 685 Nm momentu obrotowego, lądującego na tylnej osi za pomocą 8. biegowej automatycznej skrzyni biegów ZF. A to już zapowiada liczby, które każdy szanujący się dżentelmen instynktownie przeczuwa: 3,7 sekundy na rozpędzenie się od 0 do 100 km/h i wskazówka prędkościomierza wędrująca do 306 km/h. Czy może być lepiej?

Oczywiście, że może! W końcu Vantage to najmniejszy model w gamie Aston Martina. A więc i najzwinniejszy. Do tego całymi garściami czerpie ze współpracy brytyjskiego producenta z oddziałem AMG firmy Mercedes-Benz. Dlatego w efekcie otrzymujemy ponadprzeciętnie piękny samochód, który daje tyle rozrywki, co merdający ogonem szczeniaczek. Więc wypominanie Astonowi tej wpadki z szybkim dachem, uważam za niestosowne.