71 000 zł dopłaty do diesla – cena ekologii w Hyundaiu Santa Fe

8 lutego 2021
Hyundai Santa Fe przeszedł lifting, a jego cennik odleciał w kosmos. Wszystko po to, by przekonać klientów do hybryd.

Hyundai Santa Fe przeszedł lifting, a jego cennik odleciał w kosmos. Wszystko po to, by przekonać klientów do hybryd.

Niecałe 3 lata trwała rynkowa kariera 4. generacji Hyundaia Santa Fe. Jakiś czas temu do polskich salonów wjechała zmodernizowana wersja SUV-a z Korei. Choć pod kątem stylistyki  zmiany są kosmetyczne, to pod względem charakteru mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją.

Dotychczas Hyundai Santa Fe stanowił skansen konserwatywnego podejścia do budowania SUV-ów segmentu D. Choć zaprezentowano go całkiem niedawno (I kwartał 2018 roku), to z punktu widzenia rozwiązań technicznych tkwił głęboko w poprzedniej epoce.

Co wcale nie było wadą. Bo jakie są wyznaczniki klasycznej szkoły SUV-ów? Tej z czasów, gdy producenci chociaż udawali, że takimi autami można zjechać z utwardzonych dróg?

Przede wszystkim – napęd 4×4. Do tego – przynajmniej dopóki popyt regulowała niewidzialna ręka rynku, a nie bezduszny nakaz ustawodawcy – silnik wysokoprężny pod maską.

I taki właśnie był Hyundai Santa Fe 4. generacji. Oferowano go z dwoma jednostkami, a wybór ograniczał się do diesli – 2.0 185 KM oraz 2.2 200 KM. Do tego standardowy napęd 4×4 i cena startująca z poziomu 175 400 zł. Nie brzmi to źle, prawda?

Tymczasem lifting sprawił, że najtańszy diesel kosztuje teraz 236 900 zł! Jednocześnie zmodernizowany Santa Fe sam w sobie… staniał.  Ceny modelu po liftingu zaczynają się od 165 900 zł. Jak widać dopłata do diesla wynosi – bagatela – 71 000 zł, choć jednocześnie cena bazowa spadła o 9 500 zł.

Jak do tego doszło?

Hyundai Santa Fe wygląda bogato. O ile klient nie ma uprzedzeń co do marki.

Winna jest oczywiście polityka. Ta wielka, czyli proekologiczne regulacje Unii Europejskiej. I ta mała – czyli fiskalne zasady polskiego systemu podatkowego. Zacznijmy od punktu pierwszego.

Na początek garść truizmów: żyjemy w czasach zmian klimatycznych – globalne ocieplenie jest faktem. A z faktami się nie dyskutuje. Można oczywiście spierać się o sposoby (czy nawet samą zasadność) walki, jednak takie debaty pozostawmy naukowcom.

Z punktu widzenia motoryzacji najistotniejszy jest fakt, że wojnę o dobro planety skoncentrowano wokół jednego bastionu – emisji dwutlenku węgla. Ta liczona jest w gramach na każdy pokonany kilometr.

Nadmierna emisja oznacza kary finansowe nakładane na producentów. Właśnie dlatego koncerny samochodowe przyspieszyły elektryfikację gam modelowych. W efekcie do gamy Hyundaia Santa Fe dołączyła hybryda.

W wersji podstawowej (czyli tej za 166 tys. zł) oparta jest o turbodoładowany silnik benzynowy o poj. 1,6 litra i mocy 180 KM (łączna moc całego układu hybrydowego to 230 KM) oraz napęd na przednie koła. Taka wersja emituje do atmosfery od 146 do 157 g CO2 na km.

Przed liftingiem podstawowy silnik był dieslem emitującym od 177 do 193 g/km. Co prawda miał napęd 4×4, który zwiększa zużycie paliwa – a więc i ilość wyprodukowanego dwutlenku węgla. Ale hybryda 4WD i tak go pokonuje legitymując się zanieczyszczeniem od 157 do 172 g/km.

Przepaść widać gołym okiem – przynajmniej na papierze. Teraz chodzi już tylko o to, by przekonać klientów do wyboru bardziej ekologicznego wariantu.

Santa Fe potaniał i podrożał jednocześnie

Tu jest jakby luksusowo! Czyli kabina Santa Fe też daje radę.

W jednej z powieści Sergiusza Piaseckiego bohater proponuje swojemu towarzyszowi kompromis wyrażony słowami: Albo ja zabawię się z twoją żoną, a ty pójdziesz do miasta. Albo ty pójdziesz do miasta, a ja zabawię się z twoją żoną.

Mniej więcej w taki sposób Hyundai postanowił przekonać klientów do porzucenia diesla. I po prostu wyciął go z gamy.

Przynajmniej tego podstawowego o poj. 2 litrów. Jedynym silnikiem wysokoprężnym w zmodernizowanym Santa Fe jest jednostka 2.2 CRDI o mocy 202 KM z napędem 4×4.

Oferowana jest tylko w najbogatszej wersji Platinium za 236 900 zł. Przed liftingiem ten silnik miał o 2 KM mniej i również łączony był tylko z najwyższym poziomem wyposażenia. Do tego był droższy o 8 700 zł.

Czyli najmocniejszy diesel de facto potaniał. Jednak problem polega na tym, że jednocześnie stał się jedynym dieslem w gamie. Przed modernizacją Santa Fe można było kupić również z silnikiem 2.0 CRDI o mocy 185 KM (napęd 4WD w standardzie). Ceny – w zależności od poziomu wyposażenia – kształtowały się następująco: 175 400 zł – 188 600 zł – 208 600 zł.

Dlatego klient potrzebujący diesla z hukiem odbije się od koreańskiego SUV-a. A w tej klasie pojazdów silnik wysokoprężny to bardzo pożądane dobro: obecnie na OLX wystawionych jest 295 Hyundaiów Santa Fe wszystkich generacji. Z czego 203 ma diesla pod maską.

Naturalnie klienci zdecydowani na ten model z najmocniejszym silnikiem wysokoprężnym, zaoszczędzą dzięki liftingowi blisko 10 tys. zł. Tylko pytanie czy tacy ludzie w ogóle istnieją?

Audi i Mercedes są tańsze

Mercedes GLB też może przewieźć 7 osób. Z napędem 4×4 i dieslem zrobi to nawet taniej.

W końcu prawie 240 tys. zł za Hyundaia to astronomiczna cena.

Grające w tym samym segmencie (SUV-D) Audi Q5 2.0 TDI quattro (204 KM) startuje od 205 000 zł. Co prawda nie jest oferowane w wersji 7-osobowej (w Santa Fe taka opcja kosztuje dodatkowe 5 tys. zł). Jednak i tu producenci aut premium deklasują koreańską propozycję.

Mercedes GLB 220 CDI 4-Matic (190 KM) zaczyna się od 201 000 zł i opcjonalnie może mieć 7. miejsc (dopłata 3 681 zł). Choć GLB jest samochodem o klasę mniejszym od od Santa Fe, to posiada większy rozstaw osi (2,829 mm w Mercedesie vs 2 765 mm w Hyundaiu). Dzięki temu na tle koreańskiego konkurenta kabina GLB wcale nie wygląda klaustrofobicznie.

Oczywiście to wyliczenie nie jest do końca miarodajne – wszystkomający Hyundai walczy tu z podstawowymi wersjami niemieckich aut. Po zrównaniu wyposażenia wynik nie byłby już tak druzgocący dla Santa Fe.

Audi Q5 z porównywalnym napędem również wypada korzystniej, choć odstaje wyposażeniem. Trudny wybór?

Jednak bądźmy szczerzy – kogo to interesuje? Liczy się to, co na fakturze. A niejeden kierowca będzie gotów poświęcić kilka elementów wyposażenia na rzecz podróżowania Mercedesem czy Audi.

Trzeba tu też wrócić do polityki. Polski system podatkowy przewiduje 2 stawki akcyzy na nowe auta. Jej wysokość uzależniona jest od poj. skokowej silnika. Auta z jednostkami do 2 000 cm3 objęte są podatkiem w wysokości 3,1 proc., a powyżej 2 litrów danina szybuje do 18,6 proc. wartości pojazdu.

Zarówno Q5, jak i GLB mają silniki o poj. 2.0, wpadają więc w niższy próg. Hyundai swoje 2.0 wyciął i zostawił tylko diesla 2.2 – objętego akcyzą w wysokości 18,6 proc.

… Toyota RAV-4 też

Toyota ma 20 lat doświadczenia w konstruowaniu hybryd. I sprzedaje je taniej, niż Hyundai.

Co gorsza, Santa Fe ma też problem ekonomiczny z rywalami ze swojej półki. I to w tym obszarze, w którym władze marki chcą najbardziej walczyć – czyli w przypadku zelektryfikowanej wersji.

Pionier układów hybrydowych – Toyota – oferuje konkurencyjne RAV-4 w cenie zaczynającej się od 145 900 zł (napęd na przednią oś, moc 218 KM). Co więcej, obecnie Japończycy proponują rabat na bieżący rok produkcji – po obniżce hybrydowego SUV-a Toyoty można kupić już za 135 300 zł.

Odwaga księgowych Hyundaia zapiera dech w piersiach!

Duch pioniera

Jedzie przez pola jak konkwistadorzy przez ziemię Indian. I też łupi złoto!

Patrząc na cennik modelu, nazwa Santa Fe nabiera drugiego dna. Ten Hyundai został ochrzczony na cześć amerykańskiego miasta w stanie Nowy Meksyk.

Założyli je hiszpańscy konkwistadorzy, którzy w XVII wieku przybyli na terytorium Indian Pueblo zakładając osadę Santa Fe, co w języku hiszpańskim oznacza świętą wiarę.

I choć nazwa miasta związana jest z funkcjonującą tu od 1609 roku misją katolicką, to jednak (między Bogiem a prawdą) wszyscy wiemy, że konkwistadorzy wierzyli przede wszystkim w… złoto.

Hyundai swoim Santa Fe również wykazuje niepohamowany apetyt na pieniądze. Koreańczycy od lat odważnie windują cenę tego modelu – w 2012 roku Santa Fe  2.2 CRDi (197 KM, 4×4) zaczynało się od 157 900 zł. BMW X3 xDrive20d kosztowało wówczas 165 000 zł.

Jak widać wygórowane ceny to już tradycja tego modelu.

A mimo to przez 20 lat produkcji sprzedano łącznie ponad 5 000 000 egzemplarzy czterech generacji Santa Fe. Może w tym szaleństwie jest metoda?

⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️

JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ!
Najlepiej w social media 🙂

TwitterFacebookInstagram

 

4 pokolenia Hyundaia Santa Fe. Ten model to pierwszy SUV w historii koreańskiej marki.