5 ostatnich terenówek – segment, który się zwija

12 czerwca 2021
"To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać." - mawiał Stefan Kisielewski. Jego słowa doskonale pasują do rynku terenówek.

Smutna wiadomość jest taka, że w salonach praktycznie nie ma prawdziwych terenówek. Oto przegląd wszystkich dostępnych modeli.

Sytuacja w tym segmencie jest dramatyczna, a widoki na przyszłość – jeszcze gorsze

Można powiedzieć, że to taka kronika upadku obyczajów. Od lat obserwujemy zwijanie się rynku samochodów terenowych i jest już za późno na rozdzieranie szat.

Nie pozostało już nic innego jak tylko przyglądać się pozostałościom tego niegdyś prężnie funkcjonującego segmentu.

Oto przegląd wszystkich modeli. Wszystkich 4…

Jeep Wrangler

cena: od 194 300 zł
Jeep Wrangler to ikona wśród terenówek. Wciąż w dobrej formie! Choć niedawno wykrastrowano go z silnika V6…

To od niego wszystko się zaczęło.

W 1940 roku na zlecenie amerykańskiej armii opracowano Willysa – lekki pojazd terenowy mający wspomagać alianckich żołnierzy walczących na frontach II wojny światowej. Produkcja na potrzeby wojska wystartowała rok później.

Po zakończeniu konfliktu rozpoczęła się masowa sprzedaż samochodu klientom indywidualnym. To był strzał w dziesiątkę. Model zdobył taką sławę, że na bazie jego sukcesu powstała prężnie rozwijająca się marka, a samo słwo dżip stało się synonimem auta terenowego.

Tym bardziej cieszy fakt, że Wrangler – a więc spadkobierca Willysa w linii prostej – przetrwał próbę czasu i wciąż są klienci chętni na amerykańską legendę.

Współczesny Wrangler pełen jest bezpośrednich nawiązań do swego sławnego protoplasty.

Zdjęcia w śniegu pasują do nastroju za oknami, ale Wrangler radzi sobie w o wiele trudniejszych warunkach.

CZYTAJ TEŻ: 4 rzeczy, których brakuje Cuprze Formentor VZ5

Naturalnie przez te wszystkie lata ikoniczny model Jeepa był stale rozwijany.

Debiutowały kolejne generacje oraz warianty nadwoziowe (w 2007 roku dołączyła wersja 5. drzwiowa, w Stanach Zjednoczonych oferowany jest również pick-up).

Jednak jedno pozostało niezmienne niczym amerykański imperializm: bezkompromisowe zdolności terenowe Wranglera.

Samochód zbudowano w oparciu o solidną ramę, wyposażono w reduktor, a w wersji Rubicon również w 3 blokady mechanizmów różnicowych. Do tego kilka innych offroad-owych dodatków, w tym typowo terenowe ogumienie.

Jednak nawet podstawowy Wrangler zajedzie na tyle daleko, że kierowca SUV-a nawet nie będzie w stanie go dojrzeć. I to przez lornetkę.

Mercedes klasy G

cena: od 523 500 zł

Ten samochód ocieka luksusem i testosteronem. Pewnie dlatego kochają go rosyjscy oligarchowie.

Pisząc o terenówkach trudno uciec od militarnych konotacji. Nie inaczej jest z Gelendą – ten Mercedes również powstał na potrzeby wojska. Co prawda znacznie później niż Jeep – bo dopiero u schyłku Zimnej Wojny, w 1979 roku.

Jednak od tamtej pory klasa G jest stale obecna na rynku i stanowi synonim twardziela, który przejedzie absolutnie każdą drogą zapewniając przy tym luksus zbliżony (na tyle na ile jest to możliwe w prawdziwej terenówce) do pozostałych modeli z gwiazdą na masce.

Obecna generacja może być wyposażona m. in. w fotele z rozgrzewającym masażem, aktywnego asystenta utrzymania w pasie ruchu czy nastrojowe oświetlenie w 64 kolorach.

Jednak mimo błyskotek to wciąż terenówka z krwi i kości.

Klasa G ma ramę nośną, 3 mechanizmy różnicowe z blokadami i oczywiście reduktor. Najnowsza generacja Geledny nie tylko utrzymała bezkompromisowy charakter, ale wręcz poszła krok dalej – powiększono prześwit i głębokość brodzenia, poprawiono kąty natarcia i zejścia.

Ale ten model jest wyjątkowy z innego powodu: to bodaj jedyny samochód, który nie tylko oparł się ekspansywnej modzie na SUV-y, ale wręcz wykorzystał ją na swoją korzyść.

Większość terenówek poległa w starciu z nowym segmentem: nawet inna legenda świata 4×4, Land Rover Defender w swojej najnowszej odsłonie stał się SUV-em: ramę zastąpiło samonośne nadwozie, a bezkompromisowe zdolności terenowe wyewoluowały w tzw. lifestylowy charakter.

Komunikacja marketingowa nowego Defendera pełna jest odwołań do off-roadowego dziedzictwa. Ale w praktyce to po prostu SUV.

Tymczasem w 2018 roku Mercedes zaprezentował nową odsłonę Gelendy. Było to duże wydarzenie – w końcu to pierwsza od 1979 roku, zaprojektowana od podstaw, terenówka z gwiazdą na masce. Auta sprzedawane aż do końcówki drugiej dekady XXI wieku bazowały na konstrukcji z końca lat 70. Daje to 39 lat stażu rynkowego!

W tym czasie upadł Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, a wraz z nim – mur berliński. Doszło do zjednoczenia Niemiec, a Polska z komunistycznej kolonii stała się członkiem NATO i Unii Europejskiej.

Krótko mówiąc – świat zmienił się nie do poznania. Ale nie Gelenda. Ta trwała niczym królowa Elżbieta II.

Rynek samochodów również ewoluował. Zapoczątkowana w latach 90. moda na SUV-y praktycznie zmiotła z rynku wszystkie terenówki. Albo wycofano je ze sprzedaży, albo dokonano transformacji w SUV-a. Czołowi producenci oferują już tylko 3 (w porywach do 4) modele tego typu – wszystkie zostały ujęte w niniejszym przeglądzie.

I jak łatwo zauważyć 2/3 (tudzież 3/4) z nich dogorywa gdzieś na uboczu oferty. Tymczasem klasa G stała się hitem.

Oczywiście jak na auto za pół miliona złotych – bo warto odnotować, że ta szorstka terenówka jest wyjściowo o 89 300 zł droższa od flagowej limuzyny Mercedesa – klasy S (najtańsza Gelenda: 523 500 zł; najtańsza S-klasa: 434 200 zł).

Tym samym Mercedes jako jedyny zdołał przekonać klientów, że nadal potrzebują Gelendy – i to nawet jeśli nie potrzebują terenówki jako takiej.

A jeśli ktoś ma ochotę (i odwagę – pamiętajmy, to pół miliona na kołach!) zapuścić się w teren – w zasadzie wystarczy wymienić szosowe opony na jakieś A/T i już można upalać.

Toyota Land Cruiser

cena: od 211 000

Land Cruiser to przeciwieństwo Defendera – Toyota robi co może, żeby spodobać się fanom SUV-ów, ale pozostaje terenówką z krwi i kości.

No nie zgadniecie! Land Cruiser również powstał na potrzeby wojska, co za niespodzianka. Zadebiutował w 1951 roku jako Toyota BJ, jednak historia tego modelu jest tak wielowątkowa, że nie sposób streścić ją w kilku zdaniach.

Więc zostawmy przeszłość i skupmy się na teraźniejszości. Dziś Land Cruiser sprzedawany jest w ponad 170 krajach na całym świecie, co jest rekordem wśród wszystkich modeli Toyoty.

Cechą wyróżniającą japońską terenówkę na tle pozostałych aut ujętych w tym przeglądzie, jest przede wszystkim jej popularność.

W ubiegłym roku producent świętował wyprodukowanie 10-milionowego Land Cruisera (wobec 400 000 sztuk całkowitej produkucji Mercedesa klasy G).

Nie dziwi więc, że na te wozy można się natknąć w każdym zakątku globu. Przy czym im mniej cywilizowane miejsce, tym większe prawdopodobieństwo, że zobaczymy na drodze właśnie Toyotę.

Kostaryka w Ameryce Środkowej. Toyota Land Cruiser przy zbiorch marchwi na wysokości 3500 m n.p.m.

Czy to bezdroża Ugandy czy strome stoki w Boliwii – wszędzie tam przedzierają się Land Cruisery (wożą też terrorystów w krajach islamskich, ale ten temat chwilowo zostawmy).

Europejski Land Cruiser ewidentnie skręcił w stronę luksusu i komfortu, flirtując w ten sposób z klientami pożądającymi SUV-ów. Jednak nie utracił przy tym terenowego charakteru.

Nie jest może tak poważnie wyposażony jak choćby Jeep Wrangler Rubicon. Maks co możemy dostać w salonach Toyoty to tylny i centralny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu (oraz pełną blokadę centralnego) i reduktor.

Bezsprzecznie jest to najskromniejsze uzbrojenie wśród prezentowanych aut. Ale postawmy sprawę jasno: nawet taka konfiguracja zostawia daleko w tyle wszystkie SUV-y i pozwala bez bólu głowy myśleć o opuszczeniu asfaltu. Choć – podobnie jak w Mercedesie – planując jazdę w terenie warto rozważyć wymianę szosowych opon na coś bardziej przyczepnego.

Nadwozie Toyoty zostało oczywiście oparte o solidną ramę nośną – mamy więc do czynienia z terenówką pełną gębą.

UAZ Hunter i spółka

… czyli prywaciarze knują

cena: od ok. 70 000 zł

Paradne. Sowiecka technologia ratuje fanów off-roadu na zgniłym Zachodzie.

Bądźmy szczerzy – przetrzebienie rynku terenówek to efekt działania kapitalizmu.

Ale nie żeby był to jakiś krwiożerczy spisek bezwzględnych fabrykantów. To po prostu lekcja ekonomii w praktyce.

W rozwiniętych państwach Europy popyt na auta tego typu jest znikomy. A wraz z niewielką liczbą chętnych kurczy się podaż. Oczywiście swoje robią również normy środowiskowe, ale to nie one są główną przyczyną zaniku aut terenowych.

Na Starym Kontynencie takie auta wykorzystywane są albo do jazdy czysto rekreacyjnej, albo typowo do pracy. Przy czym w tym drugim przypadku znacznie lepiej sprawdzają się pick-upy, których podaż wciąż jest duża.

Tymczasem w krajach o mniej sprzyjających warunkach drogowych nadal można bez najmniejszego problemu przebierać w terenówkach z krwi i kości.

Jednym z takich aut jest rosyjski UAZ Hunter. I co ciekawe – auto oferowane jest również w Polsce. Działają firmy sprowadzające takie auta z Rosji – fabrycznie nowe, z homologacją.

Idąc tym topem można również znaleźć prywatnych importerów ściągających terenówki, które oficjalnie nie są już dostępne w Europie, jednak wciąż kursują po bezdrożach mniej cywilizowanych państw.

Np. w ramach indywidualnego importu ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich sprowadzane są fabrycznie nowe Patrole czy prostsze konstrukcyjnie odmiany Land Cruiserów z zerowym przebiegiem.

Jednak to propozycje dla naprawdę zdeterminowanych. W ich przypadku chodzi już o pokaźną gotówkę na samochód pochodzący z poza oficjalnej sieci dealerskiej.

Tymczasem względnie tani UAZ kusi.

Mały przekręcik czyli Suzuki Jimny

Jimny, wróć!

To naprawdę dzielna terenówka oparta o ramę nośną. Do tego oferowana w naprawdę dobrej cenie – przynajmniej w czasach, gdy była jeszcze dostępna w oficjalnej sprzedaży.

Auto kosztowało wówczas od ok. 78 000 zł. Dziś kosztuje już prawie 100 000 zł. Dlaczego?

Wszystko przez ekologię. Obecna generacja Jimny-ego debiutowała w 2018 roku z miejsca stając się hitem. Ograniczona produkcja sprawiła, że na odbiór zamówionego egzemplarza trzeba było czekać nawet rok.

Z czasem Jimny został w ogóle wycofany z europejskiej oferty marki, ponieważ emitował do atmosfery zbyt wiele zanieczyszczeń.

Więc padł ofiarą przepisów dot. czystości spalin. Aby je obejść Japończycy przekształcili 4-osobowe Jimny w 2-osobowego dostawczaka (te obowiązują inne limity emisji dwutlenku węgla).

Dziś można kupić ten wóz, choć w teorii nie będzie on samochodem osobowym… niemniej wciąż jest dzielną terenówką.

 

⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️

JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ!
Najlepiej w social media 🙂

TwitterFacebookInstagram