Yin i yang BMW. Czy iX3 okaże się klapą?

7 października 2020
W Chinach właśnie wystartowała produkcja elektrycznego BMW iX3. Czyżby po kilku genialnych ruchach w segmencie SUV Bawarczycy właśnie strzelili sobie w stopę?

W Chinach właśnie wystartowała produkcja elektrycznego BMW iX3. Czyżby po kilku genialnych ruchach w segmencie SUV Bawarczycy właśnie strzelili sobie w stopę?

Jeśli chodzi o luksusowe SUV-y to sprawa jest prosta jak globus do 4-tej klasy: dotychczas to BMW kreowało trendy, uciekając konkurencji tak jak Boguś z M3 uciekał warszawskiej drogówce.

Żeby nie być gołosłownym: w 2003 roku Bawarczycy zaprezentowali pierwszą generację modelu X3 czym rozbili piniatę z dolarami. Klienci szturmem ruszyli do salonów, a najwięksi konkurenci – Audi i Mercedes – długo podnosili szczęki z ziemi. Dopiero po 5 latach udało im się nawiązać walkę z BMW: modelami Q5 i GLK (oba zaprezentowano w 2008 roku).

Zdjęcie wygląda fajnie, ale pod żadnym pozorem nie róbcie tak swoim X3. Tym się jeździ po autostradach, a nie po błocie!

Duży, ciasny i niepraktyczny – czyli murowany hit

Ale w Monachium ta drobnostka nikogo nie zmartwiła, bo w tajnych kazamatach BMW powołano do życia prawdziwego geniusza zła. W pamiętnym roku 2007 na świat przyszło BMW X6.

I nagle wszyscy zaczęli przecierać oczy ze zdumienia: przechodnie zelektryzowani niebanalnym kształtem nadwozia, a księgowi BMW – zaskoczeni niespodziewanie entuzjastycznym przyjęciem modelu przez rynek.

Zamówienia popłynęły wartkim nurtem daleko przekraczając najśmielsze szacunki BMW. A konkurencja znów musiała formować peleton pościgowy.

W niektórych kulturach tym kształtem straszy się dzieci. Jednak przy modnych deptakach, ten kształt przyciąga pełne pożądania spojrzenia.

Helmut, potrzymaj mnie piwo!

Czy taką dominację da się zaprzepaścić? Nie wiem, ale potrzymaj mi piwo – pomyśleli w centrali BMW elektryfikując model X3. Oczywiście samochody na prąd to przyszłość motoryzacji, a klienci pożądają dziś SUV-ów. Dlatego zaoferowanie im elektrycznego SUV-a wydaje się być logicznym rozwiązaniem.

Niby tak, ale nie do końca. Bo bądźmy szczerzy: pomijając ulotne i relatywne kwestie związane z modą i ekologią, samochody elektryczne nie mają póki co żadnych przewag konkurencyjnych nad autami z konwencjonalnym napędem (oczywiście przy założeniu, że wolną ręką rynku nie zacznie sterować państwo).

Dlatego elektryki, by odnieść sukces, muszą być jak drogie szpilki na nogach andżeli 10/10. Po prostu muszą zwracać uwagę jednoznaczną deklaracją. W tym przypadku ta deklaracja brzmi: jestem ekologiczny i jestem na prąd! Nikt nie chce samochodów elektrycznych, które wyglądają tak samo, jak ich spalinowe odpowiedniki.

Lekcję tę odrobił Mercedes (EQC), Audi (e-tron) czy Jaguar (i-Pace). Ich elektro-SUV-y nie mają spalinowego rodzeństwa. Gdy zaparkujesz je przed modną knajpą, wszystkie alternatywki zaczną klaskać. Gdy podjedziesz BMW iX3 – zorganizują protest przeciwko trującym dieslom. Bo subtelne szczegóły odróżniające iX3 od X3 dostrzegą tylko moto-świry.

Produkowane w Chinach BMW iX3 wygląda niczym spalinowa odmiana. Tylko koneser rozpozna dyskretne szczegóły odróżniające wersję elektryczną.

Będzie śrenio

W BMW iX3 nie ma nawet śladu po tym pierwiastku innowacyjności, który towarzyszył pierwszym generacjom X3 i X6. Dlaczego tak się stało? Na ten temat krąży wiele hipotez.

Moim zdaniem jedynym racjonalnym wytłumaczeniem jest to, że budując fabrykę w Państwie Środka, zarząd BMW zaraził się starożytną chińską filozofią i postanowił przenieść koncepcję yin i yang w świat motoryzacji.

I w ramach wiary w dwie ścierające się, przeciwstawne siły, po genialnych SUV-ach postanowiono wypuścić tragiczne. Pierwszym było naturalnie szkaradne i po rosyjsku ostentacyjne X7. Drugim jest właśnie iX3.

Z tej perspektywy iX3 jeszcze trudniej jest odróżnić od konwencjonalnej odmiany.