Łomot w segmencie E – historia Citroena C6 i Renault Vel Satis

7 czerwca 2021
Citroen C6 i Renault Vel Satis okazały się kompletną klapą. Dlaczego awangardowe auta z nad Sekwany nie parkują pod modnymi klubami, tylko zalegają na placach dealerów?

Citroen C6 i Renault Vel Satis okazały się kompletną klapą. Dlaczego awangardowe auta z nad Sekwany nie parkują pod modnymi klubami, tylko zalegają na placach dealerów?

Powszechnie wiadomo, że rewolucja pożera własne dzieci. Boleśnie przekonał się o tym paryski lud, który zdobyciem Bastylii rozpoczął swą walkę o wolność, równość i braterstwo. Nieświadomie torując w ten sposób drogę do jakobińskiego terroru, który wkrótce ogarnął cały kraj.

I tak symbolem szlachetnej w swych założeniach rewolucji francuskiej została gilotyna, która skróciła o głowę nie tylko Ludwika XVI wraz z elitą ancien régime’u, ale też setki tysięcy zwykłych obywateli.

Zapytacie pewnie jaki ma to związek z motoryzacją? Oczywiście – zasadniczy. W końcu to rewolucyjne francuskie modele dostały druzgocący łomot w segmencie E.

Choć nie sposób odmówić im nowatorstwa, to wycięły sowich producentów z rynku równie skutecznie, co gilotyna.

Citroen C6 albo rewolucyjne wrzenie

lata produkcji: 2005-2012

Sylwetka Citroena C6 dryfuję w kierunku modnego stylu a’la coupe. Drzwi – oczywiście bezramkowe.

Zaprezentowany w 2005 roku Citroen C6 to bez wątpienia jeden z najwspanialszych samochodów segmentu E w XXI wieku. Jednak show skradł mu Mercedes, który rok wcześniej zaprezentował genialnego CLS-a – czyli auto o zbliżonej koncepcji. I tu, i tu mamy dynamicznie nakreślonego sedana z bezramkowymi drzwiami.

Dlatego nowatorstwo C6 przeszło bez echa. I inaczej być nie mogło, bo to trochę tak jakby Wasza śliczna koleżanka z liceum musiała konkurować ze światowymi gwiazdami kina o nieskomplikowanej fabule i wiadomej treści. No po prostu nie ma szans.

A jednak C6 to naprawdę ciekawy projekt. Jego przedsmakiem był zaprezentowany w 1999 roku samochód koncepcyjny C6 Lignage. Już wtedy widać było, że zbliża się coś wielkiego.

I w istocie tak było! Produkcyjna wersja C6 – choć wyraźnie różna od konceptu – zachowała jego nietuzinkowy charakter. W teorii ten samochód miał wszystko, by zawładnąć portfelami klientów.

Tragedia to zbyt delikatne określenie…

Może i uroda to rzecz gustu, ale jednego nie można odmówić Citroenowi – wyróżnia się z tłumu.

Bo przecież C6 to nietuzinkowe nadwozie, fenomenalny komfort (hydropneumatyka!) czy oryginalne detale. Skoro w teorii sprawa wygląda tak pięknie, to dlaczego w praktyce wyszło nawet nie źle, tylko wręcz fatalnie?

Trochę zabrakło silników – samochód oferowano z raptem czterema jednostkami (4. i 6. cylindrowym; od 170 do 241 KM). Konkurencja oferowała znacznie bogatszą paletę napędów. To z pewnością nie pomogło. Jednak podstawowy problem leżał gdzie indziej.

A były nim zmieniające się preferencje klientów. Włodarze francuskiej marki nie dostrzegli w porę tego zjawiska. A początek XXI wieku to czas, w którym publiczność definitywnie odsunęła się od dużych sedanów popularnych marek.

W efekcie biznesowo ten samochód okazał się totalną klapą. Citroen planował sprzedaż na poziomie 20 000 sztuk rocznie. Tymczasem zbudowano 23 384 egzemplarzy – ale przez 8 lat produkcji…

Renault Vel Satis – słabo, ale stabilnie

lata produkcji: 2001-2009

Renault Vel Satis kształtem wpada minivana, choć zastąpiło trójbryłowe Safrane. W tamtym czasie podobny manewr zastosował Seat z Toledo.

Renault popełniło ten sam błąd co Citroen, tylko w zupełnie inny sposób. Nie da się ukryć – to nie lada osiągnięcie. A więc przyjrzyjmy się mu z bliska.

Vel Satis to samochód segmentu E i to był pierwszy błąd. W dniu premiery (rok 2001) segment już dogorywał.

Co prawda na tle C6 Renault okazało się niemalże hitem – przez 8 lat produkcji powstało 63 tys. egzemplarzy Vel Satisa. Jednak klasa E to terytorium łowieckie chociażby dla BMW serii 5.

Odpowiadająca Vel Satisowi rocznikowo generacja E60 rozeszła się łącznie w… 1 369 817 sztukach.

Słownie: milion, trzysta sześćdziesiąt dziewięć tysięcy, osiemset siedemnaście aut sprzedało BMW. A Renault – sześćdziesiąt trzy tysiące. Nie potrzeba dyplomu z ekonomii, by rozumieć, że te dane brzmią jak jakiś niesmaczny żart.

He he po francusku

Bo i Vel Satis to pojazd dla ludzi ze specyficznym poczuciem humoru. Już sama nazwa tego modelu brzmi jak naigrywanie się z klientów. Vel Satis pochodzić ma od słów vélocité et satisfaction, które w języku francuskim oznaczają szybkość i satysfakcję. 

Zajrzyjmy więc pod maskę. A tam – tadam! Żaden silnik nie osiąga nawet 300 KM. Gama składa się z jednostek R4 i V6 o mocach od 115 do 241 KM. A mówimy o czasach, w których najmocniejsza wersja Volkswagena Golfa legitymowała się 250 KM, a Audi oferowało w segmencie E wóz o mocy 580 KM (RS6).

Także z tą szybkością, to się nie rozpędzajmy. No, a teraz satisfaction. Ta w sumie również była raczej umiarkowana. W końcu Vel Satis pochodzi z tego samego okresu, co Laguna II – zgodnie nazywana przez użytkowników królową lawet.

No, ale żeby nie było, że tylko krytukuję. Ostatecznie Vel Satis to naprawdę intrygujący projekt. Co prawda nie porwał serc masowego klienta, a dla fanów motoryzacji pozostaje w cieniu równoległego Renault Avantime, jednak i tak wyznaczył pewne trendy.

Gdy w 2009 roku Renault schodziło ze sceny, BMW zaprezentowało serię 5 w odmianie Gran Turismo. Choć trudno jest wyobrazić sobie bezpośrednie porównanie obu aut, to jednak łączy je koncepcja “minivanowatego” nadwozia zaklętego w samochód segmentu E.

Uznajmy, że to coś na otarcie łez.

Jeszcze zipią, jeszcze się odgrażają

Spójrzcie na te detale! Design C6 jest fenomenalny w każdej płaszczyźnie.

Jak widać na początku XXI wieku w klasie wyższej-średniej Francuzi proponowali naprawdę nietuzinkowe i na swój sposób rewolucyjne auta. Ich pomysły były dziwaczną hybrydą nowatorstwa i schyłkowości. 

Bo z jednej strony torowali drogę trendom, które kilka lat później zafascynowały tłumy klientów. Jednak z drugiej – trendy te wdrażali w klasie, z której zostały tylko zgliszcza.

Marki premium wciąż radzą sobie na tym polu, jednak producenci samochodów popularnych już dawno dali za wygraną. I nawet jeśli od czasu do czasu ktoś spróbuje tu swoich sił – jak ostatnio Kia Stinger – to jednak zmiany preferencji klientów skazują takie próby na trwanie w głębokiej niszy.

P.S. Renault po Vel Satisie próbowało jeszcze z Latitude, ale pominę ten samochód milczeniem – nie kopie się leżącego.

BĄDŹ NA BIEŻĄCO!

TwitterFacebookInstagram