Opel czyli beznadzieja przeplatana geniuszem

17 maja 2021
Historia designu Opla to sinusoida - od tragicznych projektów po ponadczasowe linie. Jakie były najładniejsze i najbrzydsze Ople ostatnich dekad?

Historia designu Opla to sinusoida – od tragicznych projektów po ponadczasowe linie. Jakie były najładniejsze i najbrzydsze Ople ostatnich dekad?

Nowa generacja Opla Mokki to powiew świeżości. Nie tylko dlatego, że poprzednik trącił już myszką – od jego debiutu minęło przecież 8 lat, a to w świecie motoryzacji niemal wieczność.

Jednak przede wszystkim chodzi o przełomowy design. Mokka 2020 jest pierwszym Oplem zaprojektowanym w nowym języku stylistycznym marki. Jego cechą charakterystyczną jest panel przedni Opel Vizor.

I powiedzmy sobie szczerze – ten wóz wygląda obłędnie. Zgadza się tu wszystko, a zamiast wdawać się w niepotrzebne szczegóły, po prostu pokażę Wam zdjęcie.

Jedno jest pewne: stylistom projektującym nową Mokkę nie zabrakło odwagi i pomysłowości.

Jednak schludne nadwozie nowej Mokki uświadamia brzydką prawdę o stylistach Opla. Bo poziom ich pracy jest nierówny niczym forma Grzegorza Krychowiaka.

Naprawdę świetnie narysowane modele przeplatają takimi, które wyglądają niczym koszmar rodem z upiornego snu.

CZYTAJ TEŻ: Cena ekologii: 71 000 zł dopłaty do diesla!

Urok lat 90.

Cofnijmy się do 1995 roku. Właśnie wtedy światło dzienne ujrzała druga generacja Opla Vectry. Samochód wyglądał wręcz fenomenalnie. Oczywiście dość zadziorna stylistyka miała ironiczny sznyt – w końcu podwozie to wciąż kapciowaty Opel.

Niemniej pas przedni tego auta sprawiał wrażenie jakby wyrywał się do połykania zakrętów i stale zdawał się krzyczeć: „ahoj przygodo!”.

A charakterystyczny projekt lusterek bocznych do dziś pozostaje jednym z najlepszych pomysłów na połączenie zwierciadeł z ogólną stylistyką nadwozia.  Nie tylko nie wyglądają one jak doczepione na siłę (co jest smutną regułą większości samochodów), ale stanowią spójną stylistycznie całość z resztą nadwozia.

Dyskretna uroda lat 90.

Vectra B to po prostu jeden z najlepiej wyglądających samochodów lat 90. I nie zapraszam do dyskusji, bo nie ma o czym. Co więcej, ten wóz rozpoczął naprawdę dobrą passę producenta z Rüsselsheim.

W 1998 roku do Vectry dołączyła Astra G. Tu nie silono się na zadziorność znaną z większego brata, lecz postawiono na kojące spokojem obłe linie. I ten projekt również okazał się udany.

Astra nie miała może tego pazura co Vectra, jednak pomimo upływu 22 lat wciąż wygląda dobrze. Niewiele aut może się poszczycić taką odpornością na nieubłagany upływ czasu.

Lecz jednym z nielicznych jest kolejny Opel z tamtych lat – Corsa C. Auto zaprezentowano w 2000 roku i choć było zupełnie niepodobne do Vectry czy Astry – i tak wyglądało dobrze. Między innymi za sprawą tylnych świateł umieszczonych na słupku C, co było wówczas szczytem mody.

Jednak radość estetów nie trwała długo. Już wkrótce nastać miały mroczne czasy oplowskiego designu.

Ten samochód jest tak brzydki, że wygląda jak najgorsze projekty z Dalekiego Wschodu.

Jak u obcego

Jak mawia najsłynniejszy spec od wykończeniówki – pan Wiesio – „u siebie rób jak u siebie, a u obcego – na odpierdol”. I początek XXI wieku to czas, w którym Ople ewidentnie były projektowane jak dla obcego.

Zaczęło się w 2002 roku od Vectry C. I być może to ten kontrast z genialną poprzedniczką sprawił, że regres stylistyczny marki aż tak rzuca się w oczy. Spójrzcie sami – czy można było zrobić to gorzej (fot. powyżej)?

Rok później na salonie samochodowym we Frankfurcie zaprezentowano Astrę H, która również wyglądała niezbyt korzystnie. Pokazana w 2006 roku nowa generacja Corsy – jak łatwo się domyślić – również podążyła ścieżką upiornej brzydoty.

Naturalnie Ople to motoryzacyjny odpowiednik małżeństwa z rozsądku. Oczekiwać po nich stylizacyjnych wodotrysków mogą tylko ludzie zamawiający sałatki w Mc Donald’s.

CZYTAJ TEŻ: 3 zapomniane samochody sportowe

Każdy samochód w 3 furkach wygląda ładnie. A na zdjęciu z modelką zawsze zyskuje. Niemniej wszystkie wersje Astry J mają zgrabne rysy.

Powrót na dobre tory

Jednak nie zmienia to faktu, że Ople z przełomu wieków przyzwyczaiły klientów do całkiem przyjemnego rysunku nadwozia. Zresztą, cofając się jeszcze dalej można zauważyć podobną prawidłowość np. w przypadku Kadetta E, który też był niczego sobie.

Zasadne wydaje się więc pytanie – co jest wypadkiem przy pracy? Zgrabne czy szkaradne Ople?

Odpowiedź przyszła w 2008 roku. Wtedy Opel pokazał Insignię, która zastąpiła Vectrę dając początek nowej linii modelowej. I można powiedzieć, że historia zatoczyła koło. Bo Insignia również była nad wyraz dobrze narysowana.

Lecz znów właściwości jezdne nie spełniały obietnic złożonych przez zgrabne nadwozie – w prowadzeniu samochód był dość ociężały.

Rok później (w 2009) Opel pokazał kolejną generację Astry, która znów okazała się bardzo zgrabnym projektem.

Wszystko wydawało się zmierzać ku lepszemu: Zafira C to w końcu jeden z najładniejszych minivanów, a druga generacja Opla Merivy – choć całościowo dość nijaka – dzięki oryginalnej koncepcji drzwi okazała się nad wyraz ciekawym projektem

Opel Meriva 2. generacji nie jest szczególnie ładnym samochodem. Ale brawa za odwagę! Nawet jeśli ogranicza się do oryginalnych drzwi.

Jest średnio

A potem… Ople znów zanotowały stylistyczny regres, bo przecież historia bardzo lubi się powtarzać.

Modele obecnie dostępne w salonach nie są na szczęście aż tak brzydkie, jak to było dwie generacje wstecz. Jednak z drugiej strony niczym się też nie wyróżniają in plus.

I nie ma w tym żadnego zaskoczenia – aktualne Ople stanowią po prostu spójną stylistycznie kontynuację swoich poprzedników. Inignia II czy Astra K są generycznie nijakie, bo oswoiliśmy się z ich projektem przy okazji poprzednich generacji.

Trudno powiedzieć o nich coś złego, ale równie trudno je za coś pochwalić – oczywiście pod kątem stylistyki. Po prostu ludziom w Oplu zabrakło odwagi lub też śmiały bunt przeciwko nijakości stylistycznej stłumił bezlitosny szef księgowości.

Ale nie wszystko stracone!

Nowa Mokka to powrót do dobrej formy designerów. Bez dwóch zdań w Rüsselsheim sztuka znów wygrywa w starciu z antyestetyką. A skoro ten model zapowiada nowy język stylistyczny marki to można mieć nadzieję, że kolejne modele podążą ścieżką ponętnego SUV-a.

W zasadzie to możemy być tego pewni.

⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️

JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ!
Najlepiej w social media 🙂

TwitterFacebookInstagram

 

Gdyby nijakość mogła przybrać namacalny kształt – przybrałaby kształt Inignii II.