Bondzie, jak mogłeś?! – 3 najgorsze auta agenta 007

30 czerwca 2021
James Bond szanuje 3 rzeczy: martini, szybkie kobiety i piękne samochody. Jednak kilka razy prowadził auta, które nie przystojną człowiekowi z licencją na zabijanie. Oto one.

James Bond szanuje 3 rzeczy: martini, szybkie kobiety i piękne samochody. Jednak kilka razy prowadził auta, które nie przystojną człowiekowi z licencją na zabijanie. Oto one.

Citroen 2CV

Tylko dla twoich oczu [1981]

Niejeden porządny chłop zmarnował się przez kobiety. Nie dziwi więc, że pierwszym wozem z listy pomyłek, Bond musiał jeździć przez pewną długonogą piękność.

A tę piękność – jak to agent 007 ma w zwyczaju – szarmancko ratował przed pościgiem złoczyńców. Tak, tak – uciekali przed bandziorami Citroenem 2CV. Wiem, że to brzmi jak zapowiedź paraolimpiady, ale cóż…

Niemniej czynnik bondowski za kierownicą francuskiej mydelniczki zrobił swoje – na ekranie widzimy efektowną gonitwę, podczas której 2CV  wychodzi obronną ręką z dachowania, a w międzyczasie Bond unika kul i kokietuje towarzyszkę podróży.

Tak trzeba żyć.

Dachowanie, ostrzał, a nawet krótki lot – dzielne 2CV wiele przeszło podczas pościgu.

Renault 11

Zabójczy widok [1985]

Agent 007 to człowiek o szlachetnych intencjach. Dlatego nawet jeśli nieszczęśliwym trafem musi akurat usiąść za kierownicą przyziemnego samochodu, swoim stylem jazdy wprowadza odpowiednią dawkę polotu i finezji.

I tak, w 2CV bajerował andżelę. Natomiast w Renault 11 [zdjęcie główne] Bond nie potrzebował nawet długonogiej piękności, by rozpalić wyobraźnię widzów.

Scena zaczyna się od tego, że agent 007 kradnie wóz taksówkarzowi (dziś powiedzielibyśmy: dokonuje redystrybucji dóbr prywaciarza). Potem zjeżdża Renault 11 po schodach i korzystając z lory do przewozu łódek wskakuje na dach autobusu.

Przejeżdża po nim, zeskakuje i… urywa dach z Renault, by na koniec pójść za ciosem i oddzielić też tylną oś wraz z połową samochodu… A to wszystko podczas pościgu za spadochroniarzem!

Zresztą, co ja Wam będę mówił? Tę scenę po prostu warto sobie odświeżyć!

Ford Mondeo

Casino Royale [2006]

W teorii to oczywiście straszny wstyd dla Bonda: gość przyzwyczaił nas do ryku Aston Martina, a tu generyczne Mondeo? Przecież on powinien szerokim łukiem omijać ten samochód marzeń księgowych na dorobku.

Jednak z drugiej strony służby specjalne w zwyczajnym aucie to ukłon w stronę realizmu – w końcu tajny agent ma być tajny, a krzykliwe, sportowe wozy są subtelne niczym cios siekierą w plecy.

Tymczasem na Mondeo nikt nie zwraca uwagi – byłoby więc świetną przykrywką. Choć scenarzyści wcale o tym nie myśleli. Bo w głowie mieli oczywiście pieniądze.

Ostatecznie była to piękna reklama, na której wszyscy skorzystali. Mondeo Mk IV wystąpiło na dużym ekranie przed swoim rynkowym debiutem. To spowodowało, że fani motoryzacji patrzyli na bondowskiego Forda jak na nietuzinkową prapremierę.

I byli nią oczarowani. Tym bardziej, że – trzeba to Fordowi oddać – Mondeo MkIV wyglądało wówczas świetnie. Szczególnie na tle swoich rynkowych konkurentów.

Jednak dziś wolimy nie pamiętać, że James Bond dotykał kierownicy tego generycznego przedstawiciela najnudniejszego segmentu samochodów.

Paradoksalnie to idealne auto dla tajnych służb. No, ale Bond to jednak mógłby pozostać przy Aston Martinie…