Rozszarpie każdego – Mercedes W140 skończył 30 lat

10 lutego 2021
BMW pomogło zbudować legendę tego auta, a Mercedes rozważał wersję kombi. Za to efekt końcowy rozczarował głównego projektanta. Historia W140 jest równie fascynująca, co sam samochód.

BMW pomogło zbudować legendę tego auta, a Mercedes rozważał wersję kombi. Za to efekt końcowy rozczarował głównego projektanta. Historia W140 jest równie fascynująca, co sam samochód.

To Mercedes wśród Mercedesów – typoszereg W140 bez wątpienia stanowi szczytowe osiągnięcie marki. Nigdy wcześniej, ani nigdy później, klasa S nie była tak bliska doskonałości.

Jednak Bruno Sacco – główny projektant modelu – nie był zadowolony z finalnego efektu prac. Jego zdaniem auto wyszło zbyt przysadziste i za wysokie. Ale to nie design był najważniejszy.

W chwili premiery (1991 r.) S-klasa ociekała luksusem oferując pasażerom niespotykany komfort jazdy. Królewskie warunki podróży były efektem zaawansowania technicznego, którym Mercedes W140 wyprzedał swoją epokę. I to o kilka długości.

Nic więc dziwnego, że stał się ulubionym środkiem transportu możnych tego świata. Parkował przed wytwornymi restauracjami, brylował na dyplomatycznych bankietach i był świadkiem niejednej mafijnej egzekucji. Ot, koloryt lat 90.

BMW pomaga budować doskonałego Mercedesa

Sylwetka Mercedesa W140 jest monumentalna.

Ale zacznijmy od początku. A na początku – jak wiadomo – był chaos. I to naprawdę duży chaos. A jego przyczyną byli… inżynierowie BMW. To właśnie ludzie z Monachium postanowili uczynić klasę S jeszcze lepszą. Naprawdę! Ale po kolei.

Rynkowy debiut W140 planowany był na rok 1989, choć już w 1983 rozpoczęto prace projektowe. Nadchodząca klasa S miała stanowić idealne ukoronowanie świetnej dekady Mercedesa.

Jednak wtedy do zabawy dołączyło BMW prezentując swój flagowy silnik o 12 cylindrach. Szach-mat: na takie zagranie Mercedes nie miał czym odpowiedzieć. Co prawda dysponował jednostkami o zbliżonych parametrach, jednak generowały je motory o zaledwie 8 cylindrach.

A to nie może tak być, żeby krótko ostrzyżeni miłośnicy strojów sportowych wywracali stolik eleganckim dżentelmenom.

Dlatego Werner Niefer – szef działu samochodów osobowych koncernu Daimler-Benz – nakazał rozpoczęcie prac nad całkowicie nową jednostką. Ta decyzja opóźniła premierę nowej generacji flagowego Mercedesa o blisko dwa lata.

Jej pokłosiem był pierwszy w historii marki ze Stuttgartu silnik V12.  Tym samym klasa S W140 była pierwszym osobowym Mercedesem  z 12. cylindrową jednostką napędową. Ten motor z 6. litrów pojemności skokowej generował 408 KM mocy i 580 Nm momentu obrotowego.

Na papierze wyglądało to imponująco, jednak w praktyce V12 miało słodko-gorzki smak. Jednostka zapewniała zaledwie symbolicznie lepsze osiągi od V8. Była jednak o wiele bardziej kapryśna i bez porównania droższa w serwisowaniu. O zwiększonym apetycie na paliwo nie wspominając.

Loszka 10/10

Klasa S do dziś kojarzy się ze stateczną limuzyną. Jednak projektanci początkowo rozważali liftbacka.

Jednak to tylko drobne kaprysy doskonałego projektu. Narzekać na takie szczegóły mogą tylko ludzie, którzy doszukują się skaz na urodzie Scarlett Johansson.

Tymczasem, gdy w marcu 1991 roku na Salonie Samochodowym w Genewie Mercedes zaprezentował klasę S W140, samochód z miejsca stał się gwiazdą targów przyćmiewając wszystkie pozostałe premiery.

Uwagę przykuwał przede wszystkim monstrualny wygląd Mercedesa, przez który samochód dostał w Polsce przydomek Locha, a w Serbii – Słoń. Kryptonimy zupełnie chybione.

Bo swoim charakterem W140 przypomina raczej rottweilera. Budzi respekt masywną sylwetką zwiastującą brutalną siłę, jednocześnie zachowując posągowe, wyzbyte wszelkiej agresji linie. I taki jest w rzeczywistości.

Co ciekawe, w myśl początkowych założeń W140 miał być liftbackiem, a nie klasycznym sedanem. Rozważano też wprowadzenie wersji kombi, co byłoby ogromną sensacją.

Dość powiedzieć, że w Europie na 5. drzwiowe nadwozia w tej klasie pojazdów musieliśmy czekać aż do pojawienia się pierwszej (liftback) i drugiej (kombi) generacji Porsche Panamery. Czyli – kolejno – do 2009 i 2017 roku.

Niezidentyfikowany Obiekt Jeżdżący

To wnętrze zapewnia idealną izolację od otoczenia.

W początkach lat 90. luksusowy liftback – a co dopiero kombi! – wyglądałby jak przybysz z innej planety. A przecież klienci Mercedesa są ze swej natury konserwatywni.

Dlatego ostatecznie zaproponowano im samochód wyglądający jak przeskalowana klasa E. Bo baleron zdążył się już dobrze zadomowić w świadomości kierowców – rynkowy debiut typoszeregu W124 miał miejsce 7 lat wcześniej, w 1984 roku.

Podobieństwa do innych modeli marki sprawiały, że W140 był nie do pomylenia z samochodem jakiegokolwiek innego producenta. Ot, choćby plastikowe panele na drzwiach stanowiące stylistyczną kontynuację zderzaków – to cecha charakterystyczna Mercedesów z początku lat 90.

Do tego kształt reflektorów, tylnych lamp i kilka innych drobiazgów jednoznacznie wskazują na przybysza ze Stuttgartu. Jednak to tylko powierzchowność i pozory – pod zachowawczą karoserią ukryto technologie… z kosmosu.

Najsłynniejszymi rozwiązaniami zastosowanymi w 3. generacji klasy S były dwuwarstwowe szyby dźwiękochłonne i ułatwiające manewrowanie pręty, które wysuwały się z narożników bagażnika po włączeniu biegu wstecznego.

Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej: Mercedes mógł mieć system domykania drzwi, pompowane fotele, aktywne zawieszenie czy wspomaganie kierownicy o zmiennej sile.

Do tego automatyczna klimatyzacja, nawigacja i ESP (od 1995 r.) czy reflektory ksenonowe (od 1996 r.). Bądźmy szczerzy – w latach 90. poziomem zaawansowania klasa S przypominała statek kosmiczny kapitana Kirka.

Niespełnione marzenia

Taki widok w lusterku wstecznym do dziś budzi respekt.

Mimo wyprzedzającego swoją epokę zaawansowania technicznego, kilka rozwiązań, o których myśleli inżynierowie Mercedesa, musiano odesłać w niebyt.

Jednym z niezrealizowanych pomysłów było zakrycie tylnego koła panelem ciągnącym się do połowy jego wysokości. To rozwiązanie podyktowane było chęcią maksymalnego poprawieniem aerodynamiki. Choć i tak wersja produkcyjna nie ma się czego wstydzić – współczynnik oporu powietrza wynosi w niej 0,30.

Również wnętrze mogło być bezprecedensowe. Początkowo Mercedes rozważał zastąpienie zegarów wyświetlaczem. Ostatecznie pomysł ten odłożono do szuflady na 15 lat – cyfrowy kokpit otrzymała dopiero 5. generacja klasy S (W221).

I nawet w dniu jej premiery – a był to rok 2006 – takie rozwiązanie szokowało futuryzmem. Między innymi z powodu obecności opcjonalnego układu noktowizyjnego, którego obraz mógł być wyświetlany zamiast prędkościomierza – ale to już temat na zupełnie inną opowieść.

30 lat później

S600. Właśnie ta wersja powstała dzięki “uprzejmości” BMW.

Klasa S typoszeregu W140 przeszła do historii jako jeden z najlepszych samochodów Mercedesa. Jednak mimo wszystko jej dziedzictwo jest niejednoznaczne.

Z jednej strony to poszukiwany klasyk, który w pełni zasłużył na status kultowego pojazdu. Ale z drugiej klasa S, jak zresztą każdy Mercedes, to bardzo bezpieczny – a więc mało oryginalny – wybór jeśli chodzi o rozbudowę kolekcji klasyków.

Dość powiedzieć, że w Niemczech auta ze Stuttgartu stanowią aż 25% wszystkich zarejestrowanych samochodów zabytkowych. Dlatego wśród wielu miłośników klasycznej motoryzacji to genialne dziecko swojej epoki uznawane jest za wyraz asekuracyjnego podejścia do kolekcjonowania samochodów.

Niemniej abstrakcyjnie wysoka trwałość i dopracowanie w każdym, najdrobniejszym szczególe sprawiają, że 3. generacja klasy S jest jednym z najwspanialszych dzieł techniki.

I tego statusu raczej już nie utraci. Współcześnie żaden z producentów samochodów nie podchodzi do budowania aut z takim pietyzmem. To se ne vrati, jak śpiewała Maryla Rodowicz.

Typoszereg W140 produkowany był przez 7 lat. Do września 1998 roku – kiedy to z taśm zjechała ostatnia Locha wyprodukowano 406 532 egzemplarzy. Zaledwie 7% z nich (28 101 sztuk) napędzał silnik wysokoprężny. W 1994 roku samochód przeszedł facelifting.

Jednak niezależnie od wersji i roku produkcji, klasa S typoszeregu W140 w pełni zasługuje na miano Mercedesa wśród Mercedesów.

 

⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️ ⬇️

JEŹDZIĆ OBSERWOWAĆ!
Najlepiej w social media 🙂

TwitterFacebookInstagram

 

Powstała również odmiana coupe (1992), która dała początek nowej linii modelowej – CL.