Francuska rozpusta: Renault Clio V6

3 lipca 2021
„Różnica między Polakiem a Francuzem polega na tym, że jeden lubi kobietę rozebraną, a drugi nagą” - mawiał Gombrowicz. A Renault Clio V6 to jedno z najbardziej szalonych aut XXI wieku. Dlatego jest tak zalotne.

„Różnica między Polakiem a Francuzem polega na tym, że jeden lubi kobietę rozebraną, a drugi nagą” – mawiał Witold Gombrowicz. Ta uwaga o Francuzach pasuje do Renault Clio V6: jednego z najbardziej szalonych aut XXI wieku.

Francja ma w sobie coś zalotnego. Nieważne czy mówimy o impresjonistach, paryskiej bohemie czy dziedzictwie placu Pigalle. Zawsze jest w tym odrobina dystyngowanej rozpusty.

Nie inaczej jest z Clio V6, które wywołuje gęsią skórkę i pobudza wszystkie zmysły. To wybitne dzieło pikantnej inżynierii.

Tylny napęd, 6 cylindrów

Zwykłe Clio jest nudne jak kolejka w Biedronce. Ale odmiana V6 to już ekscytujący potwór, z którym kierowca musi walczyć o życie. Wszystko przez potężny, centralnie umieszczony silnik V6 o pojemności 2946 cm³.

Początkowo jednostka generowała moc 226 KM, co pozwalało osiągnąć 100 km/h w 6,4 s. Po liftingu z 2002 roku parametry uległy poprawie. Moc wzrosła do 254 KM, a czas rozpędzania do od 0 do 100 km/h spadł do 5,8 s.

 

Te wielkie wloty po bokach to nie ściema – za plecami kierowcy czai się potężne V6.

Miejskie problemy

Podobnie jak 20 lat starsze Renault 5 Turbo, Clio V6 pędzone jest na tylne koła. Do tego manualna skrzynia biegów – co akurat te 2 dekady temu było jeszcze oczywiste.

W efekcie walory praktycznego tego wozu po prostu nie istnieją. Średnica zawracania godna pełnomorskiego kontenerowca (porównywalna z Land Cruiserem V8) i ekstremalnie niski prześwit sprawiały, że manewrowanie tym autem było nie lada sztuką.

A wnętrze? Cóż, Clio V6 nie dość, że jest 2 osobowe, to jeszcze w zasadzie nie posiada przestrzeni bagażowej. Ale nieważne.

Noga odruchowo wciska hamulec – przerażający charakter Clio V6 wywołuje dreszcze.

Spadkobierca Renault 5 Turbo

Tylny napęd i potężna moc sprawiały, że wystarczyła chwila nieuwagi (lub 2 krople deszczu), by skończyć owiniętym wokół przydrożnego drzewa. Ten samochód po prostu poluje na swojego kierowcę.

A mimo to znalazło się 2 935 śmiałków – tyle egzemplarzy opuściło fabrykę Renault.

Clio V6 miało w sobie zalotny wdzięk francuskiego absurdu i dzięki niemu życie od razu nabierało rumieńców. Taki wóz mogli zrobić tylko nad Sekwaną.

To wersja sprzed liftingu. Od razu widać, że z Clio V6 nie ma miękkiej gry.